Wołam
Babciu, babuniu
Stoi przy mnie
maleńka krucha
jest w moich ramionach
Czemu czemu tak długo
Nie mogłam
to wszystko było okropne
wyszłam za mąż
potem były dzieci
potem on umarł
i ten straszny młyn
A ja czekałam
nikt nie był dla mnie dobry
wyobraź sobie
zostawili mnie samą w szpitalu
i uwierzyli że umarłam
powiedz ile razy można umierać
w nocy tak bez żadnego pożegnania
niech umrę wreszcie porządnie
z różańcem
z krwią na języku
aby już w snach twoich win
nie wracać
